file_00000000e8a08210ac404fa443fdc766

Są piłkarze, o których po latach mówi się przede wszystkim przez pryzmat trofeów. Są też tacy, których pamiętamy za jeden wielki turniej, jeden klub albo kilka wyjątkowych sezonów.

I jest Ireneusz Jeleń.

Nazwisko, które dla wielu kibiców z czasów reprezentacji Polski wciąż coś znaczy. Tyle że kiedy zaczniemy dokładniej liczyć, okazuje się, że jego kariera była znacznie ciekawsza, niż może się dziś wydawać.

29 meczów w reprezentacji Polski. Mundial 2006. 47 goli w polskiej ekstraklasie. 49 bramek w Ligue 1. Liga Mistrzów. Auxerre. Lille.

A mimo tego trudno powiedzieć, żeby Jeleń był dziś wymieniany jednym tchem z najlepszymi polskimi napastnikami swojego pokolenia.

I właśnie dlatego warto do jego historii wrócić.

Z Cieszyna do reprezentacji Polski

Początek tej historii wcale nie wyglądał jak droga przyszłej gwiazdy francuskiej Ligue 1.

Jeleń wychował się w Cieszynie. Piłkarską przygodę zaczynał w Piaście Cieszyn, później występował w Beskidzie Skoczów. Następnie trafił do Wisły Płock.

I właśnie tam zaczęło robić się poważnie.

W sezonie 2003/04 Jeleń zdobył 18 ligowych bramek, a rok później 12. W 2004 roku został wicekrólem strzelców ekstraklasy. W 2006 roku razem z Wisłą sięgnął po Puchar Polski.

Łącznie w polskiej najwyższej klasie rozgrywkowej uzbierał 119 występów i 47 goli.

To wystarczyło, żeby otworzyć sobie drzwi do reprezentacji Polski.

I nie były to drzwi tylko lekko uchylone.

Paweł Janas zabrał Jelenia na mistrzostwa świata w Niemczech w 2006 roku. Napastnik Wisły wystąpił we wszystkich trzech spotkaniach reprezentacji Polski podczas turnieju.

Cieszyn → Skoczów → Płock → reprezentacja → mundial.

A najlepsze dopiero miało nadejść.

Francja. Tutaj Jeleń naprawdę odleciał

W 2006 roku Ireneusz Jeleń wyjechał do Francji.

Auxerre.

I jeżeli ktoś wtedy uważał, że Polak z Wisły Płock będzie po prostu kolejnym zawodnikiem w szerokiej kadrze francuskiego klubu, bardzo szybko musiał zmienić zdanie.

Pierwszy sezon?

10 goli w Ligue 1.

Drugi?

5.

Trzeci?

14.

Czwarty?

14.

W sezonie 2008/09 Jeleń został wybrany piłkarzem sezonu Auxerre. Rok później ponownie zdobył 14 bramek w Ligue 1.

I tutaj warto zatrzymać się na chwilę.

Bo 14 goli w Ligue 1 to nie jest liczba, którą robi się przypadkiem.

A Jeleń zrobił to dwa sezony z rzędu.

Łącznie w Ligue 1 rozegrał 153 spotkania i strzelił 49 goli. Grał również w europejskich pucharach, w tym w Lidze Mistrzów.

W pewnym momencie jego nazwisko zaczęło pojawiać się przy naprawdę dużych klubach.

Czyli mamy polskiego napastnika, który regularnie strzela we Francji, gra w europejskich pucharach i wzbudza zainteresowanie dużych klubów.

A jednak…

jego kariera nie poszła dalej.

I tutaj zaczyna się druga historia Ireneusza Jelenia

Kontuzje.

To słowo w przypadku Jelenia pojawia się zdecydowanie zbyt często, żeby je ignorować.

Problemy zdrowotne towarzyszyły mu podczas pobytu we Francji. W pewnym momencie musiał mierzyć się między innymi z problemami z plecami, a później z kontuzją kolana i operacją.

Później przyszedł Lille.

Transfer do klubu, który chwilę wcześniej został mistrzem Francji.

Ale tam Jeleń nie odzyskał już tego samego miejsca, które miał w Auxerre.

W Ligue 1 zagrał 13 razy i zdobył jedną bramkę.

Potem powrót do Polski.

Podbeskidzie.

Górnik Zabrze.

I koniec.

32 lata.

Dla napastnika, który jeszcze kilka lat wcześniej strzelał po 14 goli w sezonie Ligue 1, brzmi to wręcz dziwnie.

Sam Jeleń po latach przyznawał, że było mu żal, że wszystko skończyło się tak szybko. Mówił o kontuzjach, braku formy i problemach, które pojawiły się w końcówce jego kariery.

Ale była jeszcze jedna rzecz.

Znacznie bardziej ludzka niż piłkarska.

Ojciec

To chyba najmniej znany fragment historii Jelenia.

I jednocześnie jeden z najważniejszych.

W czasie jego pobytu w Górniku Zabrze jego ojciec ciężko zachorował.

Jeleń po latach mówił, że musiał pomagać ojcu w walce z chorobą nowotworową. Walka trwała około półtora roku.

Ojciec ostatecznie zmarł.

Ireneusz Jeleń nie ukrywał, że w tamtym okresie nie miał głowy do piłki.

To ważne, żeby tego nie przekręcić.

Nie można uczciwie napisać, że „zakończył karierę przez chorobę ojca”.

Sam Jeleń mówił o kilku rzeczach jednocześnie: kontuzjach, braku formy, sytuacji w Górniku oraz konieczności pomagania ojcu.

Na pytanie, czy gdyby nie problemy zdrowotne taty, grałby dłużej, odpowiadał, że nie ma już sensu tego roztrząsać.

I chyba właśnie to jest najbardziej wymowne.

Bo czasami kibic patrzy na karierę wyłącznie przez tabelę.

Mecze. Gole. Transfery. Kontuzje.

A za tym wszystkim jest człowiek, który w pewnym momencie wracał do domu i miał znacznie ważniejsze rzeczy na głowie niż następny mecz.

Zniknął z futbolu

Po zakończeniu zawodowej kariery Jeleń na pewien czas praktycznie odciął się od piłkarskiego świata.

Potrzebował czasu, żeby dojść do siebie i znaleźć nowy plan na życie.

Przez kilkanaście lat jego życie miało prosty rytm:

trening → mecz → regeneracja → kolejny mecz.

Nagle tego wszystkiego zabrakło.

W 2014 roku zakończył karierę w Piaście Cieszyn. Dwa lata później został prezesem klubu.

Później jednak…

wrócił na boisko.

I właśnie wtedy historia zaczyna robić się naprawdę ciekawa.

Bo na boisku pojawił się syn

Jakub Jeleń.

Syn Ireneusza również zaczynał w Piaście Cieszyn.

I przez pewien czas ojciec i syn występowali razem.

To nie była tylko rodzinna ciekawostka. Jakub zaczął budować własną piłkarską drogę.

Pojawiła się Unia Turza Śląska, później rezerwy Górnika Zabrze i KKS Kalisz.

A latem 2026 roku Jakub Jeleń trafił do Stali Stalowa Wola.

Początek na Podkarpaciu okazał się dla niego bardzo ciekawy.

Początkowo był zmiennikiem, ale z czasem zaczął dostawać coraz więcej minut.

A potem przyszła kolejka, o której zrobiło się głośno.

Zawisza Bydgoszcz – Stal Stalowa Wola.

Jakub Jeleń strzelił trzy gole.

Pierwszy hat-trick w jego karierze na poziomie II ligi.

Stal ostatecznie zremisowała 3:3, więc sam zawodnik po meczu podkreślał, że bardziej cieszyłby go zwycięski wynik niż trzy trafienia.

Kilka tygodni później jego statystyki wyglądały już naprawdę interesująco.

Pierwsze dziewięć spotkań sezonu: cztery gole i asysta.

Nie jest to jeszcze historia wielkiej kariery.

I właśnie o to chodzi.

Bo Jakub nie powinien być oceniany przez pryzmat nazwiska ojca.

Ireneusz Jeleń miał swoją historię. Jakub dopiero ją pisze

Być może właśnie tutaj jest najlepszy moment, żeby skończyć tę historię.

Nie kolejną tabelą.

Nie pytaniem, czy Jeleń mógł zdobyć 70 goli w reprezentacji.

Nie kolejnym „co by było, gdyby”.

Bo tego już nie zmienimy.

Ireneusz Jeleń ma za sobą 29 występów w reprezentacji Polski, mundial, 47 ligowych goli w Polsce, 49 w Ligue 1, Auxerre, Lille i Ligę Mistrzów.

Czy mógł osiągnąć więcej?

Prawdopodobnie zawsze będzie można o tym dyskutować.

Kontuzje zabrały mu część kariery. Problemy rodzinne przypadły na bardzo trudny moment. Powrót do Polski nie wyglądał tak, jak chciał. Karierę zakończył zdecydowanie wcześniej, niż można było się spodziewać po zawodniku, który jeszcze kilka lat wcześniej regularnie trafiał do siatki we Francji.

Ale jest jeszcze coś.

Jeleń nie zniknął z futbolu całkowicie.

Wciąż jest związany z piłką.

A teraz może z jeszcze większą uwagą patrzeć na boisko, kiedy gra jego syn.

Jakub ma dopiero 23 lata.

Nie jest jeszcze Ireneuszem Jeleniem z Auxerre.

I bardzo dobrze.

Bo nie musi nim być.

Ma napisać własną historię.

Może będzie dłuższa.

Może krótsza.

Może skończy się na II lidze, a może za kilka lat będziemy mówić o nim zupełnie inaczej.

Tego dziś nie wiemy.

Wiemy natomiast jedno.

Ireneusz Jeleń kiedyś wyjechał z Cieszyna, żeby sprawdzić się w wielkiej piłce.

Jego syn właśnie próbuje zrobić pierwszy poważny krok w swoją stronę.

I być może za kilka lat, kiedy ktoś zapyta o nazwisko Jeleń, nie będziemy już rozmawiać wyłącznie o tym, co mogło wydarzyć się w karierze Ireneusza.

Tylko o tym, co wydarzyło się później.

Bo historia Jelenia być może wcale się nie skończyła.

Po prostu zmieniła zawodnika.

W90 FELIETON

Ireneusz Jeleń. Kariera, której mogło być więcej

Jak ocenisz ten artykuł?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *