file_0000000018a48211a7d3d655ee37ca17

Osiem spotkań bez ligowego trafienia, rozpoczęcie meczu na ławce rezerwowych, a następnie wejście na boisko i udział przy dwóch bramkach. Robert Lewandowski zaliczył znakomity występ w starciu Chicago Fire z Colorado Rapids. Jego drużyna wygrała na wyjeździe 4:2, a polski napastnik miał istotny udział w odwróceniu losów spotkania.

Przełamanie po ośmiu meczach

Sobotnie spotkanie nie rozpoczęło się po myśli zespołu z Chicago. Colorado Rapids objęło prowadzenie w 22. minucie po trafieniu Morgana Whittakera. Jeszcze przed przerwą do wyrównania doprowadził Jonathan Bamba, który po zmianie stron ponownie wpisał się na listę strzelców. Gospodarze odpowiedzieli jednak golem Paxtena Aaronsona i na tablicy wyników ponownie widniał remis.

Lewandowski rozpoczął mecz wśród rezerwowych. Na murawie pojawił się w 63. minucie i potrzebował zaledwie jedenastu minut, aby zaznaczyć swoją obecność. W 74. minucie otrzymał podanie od Philipa Zinckernagela, ruszył w kierunku bramki, minął wychodzącego golkipera i skierował piłkę do siatki. Chicago ponownie wyszło na prowadzenie, a Polak przerwał serię ośmiu spotkań bez gola.

Gol to nie wszystko

Napastnik nie zamierzał poprzestać na jednym udanym zagraniu. W 88. minucie ponownie odegrał ważną rolę w akcji bramkowej Chicago. Tym razem wystąpił w roli podającego, obsługując Puso Dithejane, który ustalił wynik spotkania na 4:2.

Dla Lewandowskiego był to siódmy gol w tegorocznych rozgrywkach MLS. Do swojego dorobku dopisał również asystę, a jego występ miał bezpośredni wpływ na końcowy rezultat.

Ważny sygnał przed końcówką sezonu

Chicago Fire utrzymało czwarte miejsce w Konferencji Wschodniej, a zwycięstwo w Colorado było kolejnym dobrym rezultatem zespołu przed zakończeniem sezonu zasadniczego. Drużyna ma już zapewniony udział w fazie play-off.

Dla samego Lewandowskiego ten występ może mieć szczególne znaczenie. Po serii spotkań bez ligowego trafienia wrócił do zdobywania bramek, a przy okazji pokazał, że nawet rozpoczynając mecz na ławce, potrafi mieć decydujący wpływ na wydarzenia na boisku.

Osiem meczów ciszy, a potem 27 minut, w których zdobył bramkę i zaliczył asystę. Takiego występu Chicago Fire z pewnością potrzebowało na tym etapie sezonu.

Jak ocenisz ten artykuł?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *